Konrad Trusiak, Energia obrazu

Konrad Trusiak, Energia obrazu

Urodzony w roku 1981 w Jaworznie. Studia na Wydziale Malarstwa krakowskiej ASP. Dyplom w pracowni prof. Stanisława Rodzińskiego w 2006 roku.

Udział w wybranych wystawach:

  • 2013 Galeria Floriańska22 „OBECNY”, Kraków
  • 2011 Galeria Fabryka Koronek, Warszawa
  • 2011 Message, Cellar Gallery, Kraków
  • 2011 Start to hangart, Galeria Klimy Bocheńskiej, Warszawa
  • 2010 Hangart wiesza sztukę na Chłodnej, Chłodna 25, Warszawa
  • 2009 Bielska Jesień, biennale malarstwa, BWA, Bielsko-Biała
  • 2008 Galerie-p, Hamburg
  • 2008 Cellar Gallery, Kraków
  • 2007 Galeria Ambulans, Leipzig
  • 2007 Instytut Polski w Lipsku, Leipzig
  • 2007 Projekt „Widzimisie”, Kraków
  • 2007 Okolice 80, Galeria Obecna, Jaworzno
  • 2006 Debiuty, wystawa dyplomantów ASP, Pałac Sztuki, Kraków
  • 2005 Galeria Kameralna, Jaworzno

Konrad Trusiak — energia obrazu

Najtrudniej jest go zacząć… przyznaje malarz. Pierwsze pociągnięcia pędzlem wydają się być dla niego najbardziej ekscytujące, potem to już podążanie za tym co dzieje się w przestrzeni płótna. To moment przejścia od- Ja do- To, to stwarzanie nowej rzeczywistości.

U Konrada Trusiaka składa się ona z nieokreślonych kształtów, barw, świateł. Potrafią go natchnąć senne zarysy postaci, ni to ludzkich ni to zwierzęcych; wyczuwa się jakieś miejsca, zdarzenia, emocje. Mówi sam tajemniczo: na granicy przypadku iskrzy… Innym razem dostrzega: ile w tłumie migotania… Można doświadczyć pewnego uroku w rozwikływaniu złożonych zestawień. Wciąga malarska polemika składająca się z sugestywnych kombinacji plam żyjących tu swoim życiem, często nie pełniących funkcji służebnych wobec przedmiotu. Ten z kolei zostaje sprowadzony do znaków, symboli.

Malarz, lokuje swoje doświadczenie estetyczne w różnych warstwach percepcji i montuje z różnych elementów, tylko pośrednio plastycznych. Okazuje się, że jego malarstwo u swojego źródła koegzystuje z  muzyką. Tu przyznaje się do wielu upodobań: punk, elektro…, jazz. Nie wydaje się jednak, aby ta korespondencja między muzyką, a malarstwem lub ogólniej — między dźwiękiem a obrazem była próbą sięgnięcia do samej istoty muzyki, jak u Kandinskyego, Klee, Čiurlionisa, czy też, malarstwa dźwiękowego — XVIII-wiecznej Tonmalerei, teorii zalecającej przede wszystkim naśladowanie mowy, odgłosów natury lub ludzkich emocji. Zapewne mamy do czynienia z malarzem, który słyszy obrazy, widzi muzykę, i potrafi dać temu swój niepowtarzalny wyraz. To specyficzna synergia przypominająca raz improwizację jazzową potrzebującą motywu wyjściowego za którym może podążać często w zupełnie niewiadomym kierunku, a innym razem przeciwnie — słyszymy pewien rytm, pulsowanie, powtarzalność, lub też zaskakujące mocne uderzenie.

W kwestiach plastycznych może się zdawać, że artysta zadaje cios dawnym teoretykom sztuki jak Heinrich Wölfflin rozkładający malarstwo na pojęcia: płaszczyzny i głębi, formy zamkniętej i otwartej, wielości i jedności, czy malarskości. Nasz malarz czyni to pozornie, bowiem rozbraja nas z jednej strony doskonałą kompozycją, a z drugiej nieco nonszalanckim podejściem do owych zasad. To nie jakaś impotencja malarska, ale rezygnacja z popisu na korzyść szczerości, intuicji, irracjonalności.

Konrad Trusiak to reprezentant pokolenia, które rzadko ma jednego mistrza, raczej sympatyzuje czasowo z różnymi. Choć jego prace łączą się z abstrakcyjnym ekspresjonizmem i można w nich znaleźć pewne odwołania do jednego z demiurgów stylu Willema de Kooninga, albo do Gerharda Richtera, który uwolnił całkowicie swoje malarstwo od przedmiotu i koloru, po czym na nowo zajął się zagadnieniem barwy i faktury. Nie przeszkadza to naszemu malarzowi zastanawiać się nad twórczością Marlene Dumas próbującej uchwycić wewnętrzne różnice pomiędzy fotografią a malarstwem, zmuszającej widza do przemyślenia jego roli w przypisywaniu znaczeń do twarzy, ciała, grup czy też figur. Z kolei co może łączyć Trusiaka z innym przykuwającym jego uwagę malarstwem Neo Raucha wyestetyzowanym i rozbudowanym ikonograficznie lub z multidyscyplinarnym Jonathanem Meese? Wierzy on bowiem w swoistą „dyktaturę sztuki”, widzi w skandalu i buncie nadzieję dla współczesnych twórców.

W zestawie inspiracji i różnorodności postaw Trusiak próbuje znaleźć własną drogę. Nie wiadomo jeszcze czy nazwać ją poszukiwaniem nowej epifanii piękna, czy uprawianiem poetyki współczesnej sztuki wizualnej, czy raczej podążaniem za energią obrazu. Jedno jest pewne, malarz stawia przed widzem swój świat. Do zmierzenia się z nim może przyjść z odsieczą Marcel Duchamp głoszący: „to oglądający tworzą obrazy”, czyli to my wnosimy swój własny wkład do procesu twórczego artysty. Dostajemy tu zatem od malarza bogaty ikonograficzny bestiariusz odwołujący się do naszej wiedzy, wyobraźni i pamięci, być może znajdziemy tam coś podobnego.

Iwona Brandys

Konrad Trusiak grudzień 2014

 

do góry